Dlaczego trudno mówić o tym, co naprawdę czuję?
Czasem łatwiej opowiedzieć o faktach.
Trudniej powiedzieć, co zostało w środku.
Łatwo opowiedzieć, co się wydarzyło. Kto co powiedział. Jak wyglądała sytuacja. Co było potem.
Trudniej czasem powiedzieć: „Było mi przykro.” „To zabolało.” „Poczułem się nieważny.”
Takie zdania mówią już nie tylko o wydarzeniu. Mówią też coś o nas.
I właśnie dlatego mogą być trudniejsze.
Pojawia się pytanie, jak druga osoba zareaguje. Czy zrozumie. Czy nie zbagatelizuje. Czy nie uzna, że przesadzamy.
Ale czasem problem zaczyna się jeszcze wcześniej.
Nie zawsze od razu wiadomo, co właściwie się czuje.
Może być napięcie. Rozdrażnienie. Chęć wycofania się. Coś, co trudno uchwycić jednym słowem.
Dlatego nie wszystko daje się nazwać od razu.
Czasem dopiero po czasie okazuje się, że pod złością było rozczarowanie albo że pozorna obojętność miała w sobie więcej, niż na początku się wydawało.
Bywa też, że łatwiej przejść do działania. Zająć się czymś. Odpowiedzieć na wiadomość. Posprzątać. Wrócić do obowiązków.
To prostsze niż zatrzymać się przy czymś, czego jeszcze nie umiemy dobrze opisać.
Niektórzy przez lata przyzwyczajają się też do tego, żeby mówić o sobie niewiele.
Żeby „nie robić problemu”. Nie obciążać. Poradzić sobie samemu.
Wtedy nawet proste zdanie może brzmieć bardzo odsłaniająco.
„To było dla mnie trudne.”
„Zostało mi to w głowie.”
„Nie wiem jeszcze, co dokładnie czuję.”
Nie trzeba mieć od razu idealnej nazwy.
Czasem wystarczy powiedzieć tyle, ile na ten moment da się powiedzieć.
Jeśli dziś łatwiej Ci przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.