Czasem łatwiej opowiedzieć o faktach.
Uczucia wymagają czegoś więcej.
Można uporządkować to, co się wydarzyło. Kto co powiedział. Jak wyglądała sytuacja.
Trudniej powiedzieć: „Było mi przykro.” „Zabolało.” „Czułem się nieważny.”
Te słowa odsłaniają więcej.
Kiedy mówimy o tym, co naprawdę czujemy, pokazujemy coś, czego nie da się już wycofać.
Można obawiać się, że ktoś to zlekceważy. Albo uzna za przesadę.
A czasem problemem nie jest reakcja drugiej osoby.
Czasem trudno jest nawet samemu nazwać to, co się dzieje.
Emocje nie zawsze przychodzą z etykietą.
Bywają pomieszane. Niewyraźne.
Złość może ukrywać smutek. Obojętność — rozczarowanie.
Zanim coś zostanie wypowiedziane, często długo dojrzewa w ciszy.
Mówienie o uczuciach wymaga zatrzymania.
A zatrzymanie nie zawsze jest wygodne.
Łatwiej przejść do kolejnego tematu. Do zadania. Do działania.
Bywa też, że przez lata nauczyliśmy się, że lepiej mówić mniej.
Że lepiej „radzić sobie”.
Tyle że radzenie sobie nie zawsze oznacza, że coś przestaje boleć.
Mówienie o tym, co naprawdę czuję, nie jest słabością.
Jest próbą bycia bliżej siebie.
Czasem zaczyna się od jednego niepewnego zdania.
I to wystarczy.
Kiedy coś zostaje nazwane, przestaje być tylko ciężarem w środku.
Jeśli wolisz przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.