Gdy myśli jest za dużo

Czasem nie chodzi o jeden problem.

Chodzi o nadmiar, który trudno uporządkować.

Nie ma jednej sprawy, którą dałoby się rozwiązać i zamknąć.

Jest raczej nadmiar.

Myśli nakładają się na siebie. Jedna prowadzi do drugiej. Druga do trzeciej.

W głowie robi się tłoczno.

Coś przypomina o niedokończonej rozmowie. Coś innego o sprawie sprzed kilku miesięcy. Pojawia się przyszłość, która jeszcze się nie wydarzyła.

Trudno to zatrzymać.

Im bardziej próbujemy nie myśleć, tym mocniej wszystko wraca.

„Przestań się nakręcać.” „Nie przesadzaj.”

Takie zdania rzadko pomagają.

Bo problemem nie jest to, że ktoś myśli.

Problemem bywa tempo.

Myśli zaczynają biec szybciej, niż jesteśmy w stanie je uporządkować.

Czasem wygląda to jak rozmowa, która toczy się bez naszego udziału.

Jedno zdanie podważa drugie. Jedno wspomnienie uruchamia kolejne.

Trudno wtedy o spokój. Trudno o sen.

A jednak nadmiar zwykle nie bierze się znikąd.

Coś w nas domaga się uwagi.

Może to sprawa, którą odkładamy. Może rozmowa, której unikamy. Może decyzja, której nie chcemy podjąć.

Gdy myśli jest za dużo, trudno rozpoznać, która z nich jest najważniejsza.

Wszystkie wydają się pilne.

Czasem pomaga wypowiedzieć je na głos.

Nie po to, żeby od razu znaleźć rozwiązanie.

Po to, żeby przestały krążyć w zamkniętym obiegu.

Myśl wypowiedziana często traci część swojej mocy.

Przestaje być jedyną wersją rzeczywistości.

Nadmiar nie znika od razu.

Ale czasem wystarczy, że coś z tego chaosu zostanie nazwane.

Gdy myśli jest za dużo, nie zawsze chodzi o to, żeby je wszystkie uciszyć.

Czasem chodzi o to, żeby któraś w końcu została usłyszana.

Jeśli wolisz przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.