Są rozmowy, które coś porządkują.
I są takie, które budują bliskość.
Kto odbierze dziecko. O której trzeba wyjść. Co kupić po drodze.
Takie rozmowy są potrzebne. Bez nich trudno byłoby funkcjonować.
Problem zaczyna się wtedy, gdy to jedyne rozmowy, jakie zostają.
Kiedy każde zdanie dotyczy spraw do załatwienia, a to, co osobiste, przestaje mieć swoje miejsce.
Czasem dzieje się to powoli.
Najpierw jest zmęczenie. Potem brak czasu. Potem odkładanie „na później”.
W końcu zostaje lista rzeczy do zrobienia.
Rozmowa przestaje być spotkaniem. Staje się koordynacją.
Można rozmawiać codziennie i jednocześnie nie powiedzieć nic o sobie.
Nie dlatego, że nie ma potrzeby.
Raczej dlatego, że nie ma przestrzeni.
Emocje odkłada się na później. Wątpliwości zostają w głowie.
Czasem trudno nawet zauważyć moment, w którym coś się zmieniło.
Coraz rzadziej pojawia się pytanie: „Jak się naprawdę czujesz?”
A jeszcze rzadziej odpowiedź, która wykracza poza „w porządku”.
Rozmowy organizacyjne są bezpieczne.
Nie odsłaniają. Nie ryzykują.
Trudniej powiedzieć coś, co nie ma konkretnego celu.
Co nie prowadzi do decyzji, tylko do zrozumienia.
Kiedy rozmowy stają się wyłącznie organizacyjne, relacja może działać sprawnie.
A jednak czegoś zaczyna brakować.
Bliskość rzadko znika przez jedno zdanie.
Częściej zanika przez to, czego nie mówi się wcale.
Nie zawsze potrzeba wielkiej zmiany.
Czasem wystarczy jedno pytanie, które nie dotyczy planu na jutro.
I chwila, w której nie trzeba niczego ustalać.
Jeśli wolisz przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.