Nie mam nikogo, komu mogę powiedzieć.

Można mieć ludzi wokół siebie.

I nadal nie wiedzieć, komu powiedzieć coś naprawdę osobistego.

Można rozmawiać codziennie. Wymieniać wiadomości. Spotykać się. Wiedzieć, co dzieje się u innych.

A mimo to zatrzymywać dla siebie to, co jest najbardziej osobiste.

Nie dlatego, że wokół nikogo nie ma.

Bardziej dlatego, że nie przy każdej osobie łatwo powiedzieć wszystko.

Z kimś rozmawia się o pracy. Z kimś o rodzinie. Z kimś o planach, zakupach i codzienności.

I czasem trudno znaleźć miejsce na to jedno zdanie, które nie pasuje do żadnej z tych rozmów.

„Nie radzę sobie tak dobrze, jak to wygląda.”

„Coś mnie ostatnio męczy.”

„Nie wiem nawet, jak o tym opowiedzieć.”

Takie słowa mogą wymagać trochę więcej czasu. Ciszy. Poczucia, że druga osoba nie będzie się spieszyć z odpowiedzią.

Bywa też, że zatrzymujemy coś dla siebie, bo nie chcemy nikogo obciążać.

Albo dlatego, że sami nie wiemy jeszcze, jak nazwać to, co się dzieje.

Wtedy łatwo zostać przy bezpiecznym: „Wszystko w porządku.”

Nawet jeśli nie do końca jest.

„Nie mam nikogo, komu mogę powiedzieć” nie zawsze oznacza więc brak ludzi.

Czasem oznacza brak rozmowy, w której można na chwilę przestać pilnować każdego słowa.

Nie trzeba opowiedzieć wszystkiego.

Czasem wystarczy miejsce, w którym można zacząć od tego, co na ten moment da się powiedzieć.

Jeśli dziś łatwiej Ci przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.