Nie mam z kim porozmawiać

Czasem to nie samotność.

Czasem po prostu brakuje rozmowy.

To zdanie nie zawsze brzmi dramatycznie. Czasem jest zwyczajne.

Wraca wieczorem. Albo po pracy. Albo po czymś, co niby nie było wielkie — a jednak zostawiło ślad.

Można mieć ludzi wokół siebie. Rodzinę. Partnera. Znajomych.

A mimo to czuć, że nie ma komu powiedzieć tego jednego zdania, które siedzi w środku.

Nie dlatego, że ktoś nie chce słuchać. Czasem dlatego, że trudno zacząć.

Bo od czego zacząć, kiedy samemu nie do końca się wie, co się dzieje? Jak powiedzieć, że jest ciężko, skoro „właściwie wszystko jest w porządku”?

To bywa najbardziej męczące.

Nie kryzys. Nie dramat. Tylko coś, co powoli zbiera się w środku.

Są rozmowy o sprawach do załatwienia. O planach. O tym, kto odbierze paczkę i o której trzeba wyjść.

Ale to nie to.

Rozmowa, której brakuje, jest inna. W niej nie chodzi o rozwiązanie. Chodzi o to, żeby ktoś był.

Czasem wystarczy, że ktoś wysłucha bez poprawiania. Bez rad. Bez szybkiego „nie martw się”.

Nie każdy ma na to przestrzeń. Nie każdy potrafi tak słuchać.

Bywa też, że to my nie umiemy pozwolić sobie na mówienie. Bo to nie jest „wystarczająco poważne”. Bo inni mają gorzej. Bo nie chcemy być ciężarem.

A jednak to wraca.

W napięciu. W zmęczeniu. W krótkim „wszystko okej”, kiedy wcale nie jest okej.

„Nie mam z kim porozmawiać” to czasem nie jest opis sytuacji. To jest opis potrzeby.

Potrzeby bycia usłyszanym. Bez pośpiechu.

Czasem najtrudniejsze jest pierwsze zdanie. Nie to najważniejsze. To pierwsze.

Na przykład: „Nie wiem, od czego zacząć.” Albo: „Ostatnio jakoś mi ciężko.” Albo po prostu: „Możemy chwilę pogadać?”

Nie każde zdanie musi być mądre. Nie każde musi być poukładane.

Rozmowa nie jest egzaminem.

Czasem jest po prostu próbą, żeby nie być z tym wszystkim samemu.

Jeśli wolisz przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.