Samotność w nocy.

W ciągu dnia wokół dzieje się więcej.

Noc zostawia więcej ciszy.

W ciągu dnia łatwo być czymś zajętym. Pracą. Wiadomościami. Obowiązkami. Rozmowami.

Zawsze jest następna rzecz, do której można przejść.

Noc wygląda inaczej.

Robi się ciszej. Telefon odzywa się rzadziej. Większość spraw może poczekać do rana.

I czasem właśnie wtedy bardziej czuć, że chciałoby się do kogoś odezwać.

Nie zawsze wiadomo nawet po co.

Może po to, żeby powiedzieć: „Nie mogę zasnąć.”

Albo: „Mam za dużo w głowie.”

Albo zwyczajnie: „Jesteś jeszcze?”

Tyle że późna pora ma swoje własne granice.

Nie każdy ma kogoś, do kogo można napisać o pierwszej w nocy.

A nawet jeśli ktoś taki jest, można się zastanawiać, czy wypada się odzywać.

Czy nie przeszkadzamy. Czy to naprawdę jest wystarczająco ważne. Czy nie lepiej poczekać do rana.

I wtedy kilka zdań zostaje niewypowiedzianych.

Samotność w nocy nie musi oznaczać, że w życiu nie ma bliskich osób.

Czasem bardziej chodzi o tę konkretną chwilę, w której nie ma obok kogoś, komu łatwo powiedzieć: „Dziś trudno mi zostać samemu z tym wszystkim.”

Nie zawsze potrzebna jest długa rozmowa.

Czasem chodzi po prostu o poczucie, że to, co właśnie przeżywamy, nie musi zostać wyłącznie po naszej stronie.

A jeśli noc minie bez tej rozmowy, można wrócić do niej następnego dnia.

Czasem od prostego: „Wczoraj miałem trudny wieczór.”

I pozwolić, żeby reszta pojawiła się później.

Jeśli dziś łatwiej Ci przeczytać niż mówić, możesz zajrzeć do Pauzy.